Po prostu techblog
Wpisy otagowane test
Migracja z Orange do Play w 24h – odcinek drugi, nieostatni
lip 7th
Wczoraj na napisałem że mam zamiar przejść w 24h z Orange do Play. Na razie czekam i pewnie potrwa to trochę czasu. Pomarańczowi dalej lecą w kulki i nie rozpatrzyli jeszcze mojego wniosku. Bądź co bądź jestem i tak w lepszej sytuacji niż ekipa z telepolis, bo przewidziałem całą sytuacje i zarejestrowałem mój numer odpowiednio wcześniej
„Szczęśliwi” posiadacze numerów zarejestrowanych w Erze i Playu faktycznie przenoszą numery w 24h, lecz cała reszta jest niestety pozbawiona tej możliwości. Pytanie brzmi czemu Centertel i Polkomtel są nieprzygotowani do zmiany prawa? Przecież mieli na to sporo czasu…
Migracja z Orange do Play w 24h – odcinek pierwszy
lip 6th
W związku z nowelizacją prawa telekomunikacyjnego, wprowadzającego na operatorów obowiązek darmowego przenoszenia numerów w jeden dzień roboczy, postanowiłem przenieść swój numer z Orange POP do Play Fresh.
Dziś o w okolicach godziny 18 postanowiłem sprawdzić jak sprawnie wszystko działa. Pierwszą gafę zaliczył Play – w salonie w Galerii Przymorze zostałem poinformowany o tym że nie działa ichni system informatyczny. Na szczęście byłem na rowerku i podjechałem do Galerii Bałtyckiej. Tam miły pan wszystko mi wyjaśnił, złożyłem 4 podpisy (w reklamie mówili jeden
) i na razie czekam.
Nie wiem ile będę czekał, bo Orange wraz z Plusem coś kombinuje i napisali podanie do UKE o zawieszenie tej możliwości. Znając życie pewnie urząd im odmówi, kierując się dobrem konsumentów, ale na chwile obecną cała szybka procedura jest „wstrzymana”.
A na dole screen, który pokazuje ile jeszcze drogi musi minąć, zanim będę się cieszył z nowej, tańszej taryfy.
Strasznie subiektywna recenzja Ubuntu 9.04 pisana wyjątkowo obiektywnym okiem
maj 2nd
Dlaczego nadałem tej notce taki śmieszny tytuł? Bo oceniam okiem dojrzałego użytkownika komputera, który przeszedł przez wiele systemów operacyjnych. Niektóre były lepsze (OS X Leopard), reszta gorsza (też… OSX Leopard. Później to wyjaśnię). Czasami zdarzało się tak, że to co deweloper uznał za „stabilne” (Mandriva) było bardziej zawodne od tego co inni uważali za „testowe” (Debian). Odkryłem że część ludzi ma inne poczucie tego, co wygodne i proste w obsłudze, a to co popularne nie jest wcale takie dobre (Windows). Oczywiście patrzyłem zawsze na całokształt – rozwiązania sieciowe i bezpieczeństwo było dla mnie równie ważne jak to, czy z okien wylewa się solidna i spójna dawka piękna… Teraz ocenię nową wersję Ubuntu, specjalnie nie porównując jej zbytnio do poprzedniej wersji, skupiając się raczej na tym co rzuca się w oczy dla użytkownika który przechodzi na ten system z Windowsa lub OS X. Lecz najpierw…
Najpierw trochę techniki
Jak obiecałem nie będę za bardzo porównywał Ubuntu 9.04 do poprzedniej wersji, to już wałkowano w internecie już miliony razy. Skupię się jednak najpierw na tym, co zaawansowany użytkownik musi wiedzieć, żeby móc zaszpanować swoją wiedzą przed wujkiem Staszkiem ze Szczecina lub „typami z forum”
Reszta może ten fragment pominąć.
Podstawową zmianą jest nowy system plików – ext4. Osoby odpowiedzialne za jądro uznały ten FS jako stabilny, więc Ubuntu Dev Team także. Nie wiem czy jest instalowany jako domyślny bo wybrałem własny podział na partycje – niech mnie ktoś oświeci w komentarzu. Cechuję go zastosowanie bajerów, które pozytywnie wpływają na obniżenie stopnia fragmentacji i przyśpieszenia odczytu danych z dysków.
Nowe jądro 2.6.28 klasycznie obsługuje więcej sprzętu i lepiej wykonuje parę rzeczy od poprzedniego. Przeważnie są to usprawnienia tak abstrakcyjne dla zwykłego użytkownika, że nie ma się nad czym rozczulać. Zainteresowanych posyłam do tego artykułu.
Dodano nowego Xorga. Ta zmiana jest na tyle kontrowersyjna, gdyż pozbawiono w ten sposób sporą część użytkowników kart ATI akceleracji 3d. Nasze kochane i lubiane ATI wypuszcza fajne sterowniki dla Windowsa. W świecie Linuksa, po sporym przełomie nastąpił zastój. A jak wiadomo kto stoi ten się cofa i wraz z wydaniem nowego Xorga nie ma sterownika od ATI, który by wspierał część kart graficznych. Zostawię to bez komentarza (bo mam Nvidie
).
Instalacja
Szybka i idioto-odporna. Podział dysku na partycje, lokalizacja systemu (czyli pobranie polskiego pakietu językowego), stworzenie konta jak i instalacja przebiega automatycznie w eleganckim GUI sterowanym myszką. Gdyby nam się nudziło, możemy wejść na naszą klasę i pooglądać nowe fotki Miłosza G. z klasy III A (w sumie już byłej). Czy ogólnie lajcik.
Pierwsze uruchomienie
Na ekranie ujrzymy 2 jasne belki i tapetę w kolorze brązu. Nie wygląda to zbyt apetycznie, ale zawsze lepsze niż róż. Na szczęście są dostępne nowe, naprawdę ładne style, które mi wystarczają. Do tej pory ten zaszczyt kopnął tylko jeden system – Leoparda. Tapetę kiedyś stworzyłem w Photoshopie, wybrałem pierwszą lepszą z mojej kolekcji.
Co widzimy na tej grafice? 2 ciemne belki – górna odpowiada za uruchamianie aplikacji i kontrolę systemu. Widzimy tam trójdzielne menu „Programy Miejsca System”. Pod pierwszą przyciskiem jest umieszczona pełna lista programów użytkowych zainstalowanych w komputerze. Jest ona podzielona na grupy, takie jak Internet, Gry, Akcesoria czy Grafika. Wszystko oczywiście w porządku alfabetycznym. Jest to dużo wygodniejsze niż menu znane z Windowsa. Tam jak wiadomo aplikacje są domyślnie rozmieszczone według wydawców oprogramowania i odnalezienie czegoś trwa zwykle wieki. Przycisk Miejsca, pokazuje wszystkie dyski twarde czy ważne foldery wybrane wskazane przez nas lub system. Jest także dostęp do wyszukiwarki plików która pozwala znaleźć szybko dowolny plik w komputerze. Następny w kolejności System dzieli się na 2 sekcje – preferencje i administracja. W preferencjach zmieniamy ustawienia które nie wpływają na innych użytkowników. Są to takie opcje jak zmiana kompozycji, ustawień ekranu czy programów uruchamianych podczas logowania. Podsekcja administracja nie jest widoczna dla zwykłych użytkowników. Większość programów z tego menu wymaga podniesionych uprawnień – aby cokolwiek zmienić, trzeba wpisać swoje hasło.
Po prawej stronie znajduje się obszar powiadomień, gdzie swoje ikony wyświetlają niektóre programy. Dalej mamy aplet który obsługuje powiadomienia komunikatora. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, gdyż wszystko mamy w jednym miejscu. Aplet zegara pokazuje aktualną godzinę i pogodę. Po kliknięciu na niego pojawia się wysuwany kalendarz. Takie dziwne menu na samym końcu to aplet umożliwiający reset, wyłączenie, hibernacje czy wstrzymanie komputera. Gdy mamy komunikator także obsługuje zmiany statusu. Zauważyłem także drobną usterkę tego panelu – jak przez przypadek zduplikowałem aplet powiadomień górna belka zgłupiała i porozrzucała wszystko w losowej kolejności
Na szczęście naprawiłem tą głupotę i wszystko działa ok.
Na dole znajduje się przycisk pokaż pulpit , lista okien, pulpitów i kosz. Domyślnie są 2 pulpity, można oczywiście ic ilość dowolnie powiększać i zmniejszać – wszystko zależy co kto lubi. Po wciśnięciu kombinacji win+e wyświetla się ich lista na pełnym ekranie – pod warunkiem że mamy włączone efekty pulpitu, czyli Compiza. Poniżej pokazuje działanie tego bajeru gdy mam dwa pulpitu i gdy jest ich troszkę więcej
Okna można oczywiście dowolnie przesuwać w tym trybie na inne pulpity.
Compiz dodaje oczywiście o wiele więcej efektów. Możemy zdecydować się na 2 poziomy ustawień – definiowanie przez system, lub stworzyć własne, przez menadżer instalowany z repozytorium. Ale o tym kiedy indziej.
Aplikacje
Tu standardowy zestaw aplikacji – Firefox jako przeglądarka, Rhytmbox jako odtwarzacz muzyki i komunikator Pidgin. Warto dodać że ten program obsługuję także GG jak i Jabbera. Wszystko jest estetyczne i funkcjonalne. Przy okazji znalazłem błąd obsługi kompozycji przez Firefoxa – tekst na górnym menu jest czarny, a powinien być biały jak w innych aplikacjach.
Maila obsługuje doskonały program, jakim jest Evolution. IMAP nie jest dla niego żadnym problem, podobnie jak szyfrowanie czy podpisywanie wiadomości.
Do edycji grafiki służy nam GIMP. Doskonale zastępuje on PS, dla mnie jest nawet wygodniejszy w obsłudze. Jeo jedyną wadą to problemy z pracą w CMYKu i niepełna obsługa PSD. Ale jak potrzebujesz tych udogodnień, to możesz sobie postawić maszynę wirtualną – wszystko opisze w najbliższym czasie.
Domyślnie instalowany jest także OpenOffice 3.0. Zapewnia on obsługę większości istniejących formatów na rynku doskonale zastępując MS Office. Oczywiście nie wymieniłem wszystkich aplikacji w tym miejscu. Dochodzą jeszcze takie programy do przeglądania plików PDF, obsługi sieci BitTorrent czy parę gier. Instalacja programów jest bardzo prosta – wystarczy wybrać w menu programy przycisk Dodaj/Usuń i z listy setek aplikacji wybrać tą, którą potrzebujemy. Dla bardziej zaawansowanych jest synaptic i konsola.
Zarządzanie plikami jest bardzo proste. Co prawda brakuje paru funkcjonalności jak obracanie zdjęć poprzez menu kontekstowe czy tagowania, lecz program spełnia swoją podstawową funkcje.
Sprzęt
Tu nie ma żadnych problemów. Kamera działa, karta TV działa, drukarka i skaner też działa i nie zgadniecie… karta grafiki też działa. Podsumowując nie musiałem ANI RAZU robić czegokolwiek w konsoli, co było związane bezpośrednio z systemem. Logitech LX5 też został normalnie wykryty. Po aktualizacji Xorg włączyło się nawet przewijanie boczne. Żyć, nie umierać. Tylko zoom na klawiaturze Microsoftu nie działa, ale z tym to już sobie poradzę sam.
Werdykt i moja opinia
Podsumowując Ubuntu to szybko rozwijający się system, który od tego wydania stanowi naprawdę realne zagrożenie dla Microsoftu. Co prawda, Windows 7 nadrobi trochę straconej reputacji, lecz nasz pomarańczowy system odrobił straty do „wiodącego OS” a w niektórych kwestiach nawet go przegonił. Wygoda i szybkość pracy systemu stoi na bardzo wysokim poziomie, choć zdarzają się czasem drobne zgrzyty. Aplikacje Qt nie przejmują wszystkich styli z GTK – karty w VirtualBoksie wyglądają zupełnie inaczej niż w reszcie systemu. Ale to są takie detale, którymi można się nie przejmować. Gorąco polecam, nawet zatwardziałym windowsiarzom. Na koniec dowód, że Photoshop też działa pod Ubuntu
PS.
To miała być taka krótka notatka, bo zbytnio nie mam czasu ostatnio pisać, bo jak wiadomo matura nie czeka
Swoją droga ta 1251 słów wyszło ze mnie jak woda z kranu. Szkoda że tak nie potrafię o Mickiewiczu pisać…
Kamil kupuję mysz – część druga :)
mar 10th

W poprzednim poście opisywałem i zachwalałem mysz a4tech, jako tanią alternatywę dla Logitecha. Niestety, muszę zmienić tą opinię na gorszą. Mój gryzoń nie wytrzymał nawet 3 dni, zaczęło się ruszać szkiełko przy sensorze, więc mysz skakała po całym ekranie. I tutaj muszę pochwalić serwis znak.pl który szybko uznał gwarancje i wymienili mysz na nową. A że nie już takiego modelu w magazynie, po dopłaceniu 5 zł kupiłem Logitecha RX700. Jest to wersja OEM, więc dostałem tylko małe, białe pudełko, przedłużacz usb i odbiornik. I oczywiście mysz
A nie jest ona byle jaka. Posiada ona sensor 1100 dpi który pod względem jakościowym jest idealny. Jej optyka wykorzystuje spolaryzowane światło laserowe, którego nie widać gołym okiem. Czegoś takiego jak akceleracja wsteczna w tym modelu nie uświadczysz. Materiały użyte do budowy tego modelu są najwyzszej jakości. Skrzypienie? Źle odlane materiały? Nie w tej myszce. Przyciski są w sumię OK, tylko rolka jest trochę zbyt głośna i twarda. Zasiąg budzi podziw – mogę sterować komputerem z każdego zakamarka mojego pokoju
Ogólnie mysz jest OK. Polecam, szczególnie że nie jest droga.
A4Tech – nie taki straszny, jak go malują
mar 9th

Od dwóch dni stałem się (jak się dalej okaże), szczęśliwym posiadaczem myszy bezprzewodowej Opto-Radio 518. Sprzedawca w sklepie musiał mnie długo przekonywać zanim kupiłem tą mysz, bo A4Tech nie kojarzy się zbytnio ani z solidnością, ani z ergonomią pracy. Ale na szczęście udało mu się dopiąć targu.
Za tą cenę dostaniemy:
- Sterowniki pod Windows
- 4 akumulatorki AA
- odbiornik zintegrowany z ładowarką
- 36 miesięcy gwarancji
- ładne pudełko
- …no i myszkę
Więc zaczniemy od myszki. Oglądając ją pierwszy raz miałem wrażenie że już kiedyś coś takiego widziałem. Tylko co to było? Trochę szukania po forach i znalazłem „pierwowzór” – Logitech MX-500. Mysz jest podobnie wyprofilowana, więc w dłoni leży doskonale. Posiada ona 8 przycisków. 4 są programowalne w 100%, jeden jest przypisany na stałe jako główny a trzy służą do obsługi udogodnienia, które się nazywa dumnie Office Switch. Pomysł jest w sumię OK, ale jego realizacja woła o pomstę do nieba. Nie wynika to paradoksalnie ze złego umieszczenia przycisków, ale o tym później.
Sensor myszki ma 800 dpi (realnie 875). Nie jest ona interpolowana, jak to bywa w innych tanich myszkach. Jakość sensora nie jest może idealna (mój poprzedni Logitech za 30 zł mógł pracować na biurku bez podkladki, A4tech nie może), ale nie posiada akceleracji wstecznej!
Wracjąc do kwesti sterowników – czegoś tak okropnego pod wzglądem wyglądu nie widziałem. Załączam screeny – oceńcie sami. po za tym brakuję paru opcji. Na przykład nie można zminić działania przycisków odpowiedzialnych za zmianę działania przycisków odpowiedzialnych za Office Jump. Nowych opcji do tego udogodnienia też nie dodamy. Spolszczenie stoi na niskim poziomie – zdarzają się teksty które ni jak nie pasują do reszty(Biuro-Przycisk). Ogólnie dno. A ładowarka ładuje mi komplet baterii drugą dobę….
Podsumowując jak na tę cenę nie jest tozły wybór. Gdyby jeszcze popracować nad oprogramowaniem, to było by ok. Ogólnie zakup oceniam za udany.
A jednak straszny – mysz po dwóch dniach użytkowania padła. Szkiełko od sensora było luźne, co powodowało skakanie kursora po całym ekranie. Na szczęście serwis uznał reklamacje.
Powershell – bash w Windows
mar 1st
Dzisiaj przetestowałem nowy pomysł Microsoftu na umilenie pracy adminom i deweloperom – PowerShell. Jak sama nazwa wskazuje jest to powłoka na doładowaniu. Na jak mocnym? To się zaraz zobaczy…
Pierwsza rzecz, która muszę zapisać na minusy to prędkość uruchamiania. A właściwie to jej brak. Czekanie 5 sekund na pojawienie się znaku zachęty to trochę długo(szczególnie jak się porówna to z *niksowym bashem). Po uruchamieniu zobaczymy mniej węcej taki widok:
Kolejną fascynującą sprawą w tej konsoli są instrukcje warunkowe, takie jak if, switch oraz pętle, oraz możliwość wczytywania zewnętrznych skryptów. Czyli jednym słowem bash
Podsumowując ta powłoka na pewno przyspieszy pracę przy komputerze wszystkim adminom i deweloperom. Aplikacja działa też pod XP.
Wszystkich zainteresowanych odsyłam do centru pobierania Microsoftu i Wikipedii
TuneUp Utilities 2008
lut 8th
TuneUp Utilities 2008 jest wspaniałą aplikacją umożliwiającą poprawienie pracy Windowsa. nie kosztuje ona wiele, a zawiera tyle co jej drogie odpowiedniki.
Program posiada zgrabny interfejs(który nie zmienił się zbytnio w porównaniu do poprzednich wersji tego programu) Z którym poradzi sobie każdy posługujący się językiem Szekspira. Posiada on doskonale centrum sterowania, oraz podział na osobne aplikacje w menu start.
oduł do edycji rejestru i usuwania programów. Dzięki wygodnemu modułowi możemy zarządzać jakie usłufi i aplikacje mają uruchamiać się przy starcie systemu.Nie zapomniano także o poprawie wyglądu systemu – możemy zmienić bootsplasha, ikony, oraz bitmapy wykorzystywane jako belki okna. Usługa odpowiedzialna za tą opcję jest bardzo mała – praktycznie nie obciąża systemu. Podsumowując ta wpsaniała aplikacja pozwala zaoszczędzić sporo czasu i nerwów. dzięki niej system będzie chodził wydajniej i dłużej utrzyma się na naszym dysku.
Gadu-Gadu – dlaczego jest złe?
lut 7th

Gadu-Gadu jest najczęściej używanym programem tego typu w Polsce. Zapewne każdy internauta ma swój numer, na który można do niego napisać. Ale czy jakość wpływa na popularność?
Biorąc pod uwagę ilość funkcji tego wspaniałego programu porównując go do konkurencji(miranda, spik, AQQ) gadu wypada słabo. Aplikacja wspiera tylko własny protokół, który nie posiada nawet transmisji wideo a co dopiero mówić o takich udogodnieniach jak transporty. Producenci starają się zrekompensować brak tych ważnych funkcji takimi bzdetami jak gadu-radio. Aby korzystać z tego, bądź co bądź, fajnego radia muszę zainstalować Winampa. Po co? Tak trudno wykorzystać biblioteki systemowe do tego celu, albo napisać własne? Albo wykorzystać te które są na otwartej licencji? Dla mnie to jest absurd.
Kolejną rzeczą która mi się nie podoba to zasada działania protokołu. Aby móc wysłać wiadomość do kumpla serwery gadu-gadu muszą być włączone. Jedna drobna awaria – cała sieć pada. W przeciwieństwem tego protokołu jest Jabber. Może on działać nawet wtedy gdy parę serwerów odmówi posłuszeństwa. Poza tym obsługuje on transporty. Czyli można zrobić to lepiej. I bezpieczniej.
Dziś byle przedszkolak potrafi odczytać nasze hasło do konta gg w parę sekund w różnych „hakerskich” programach. Brak szyfrowania eliminuje go całkowicie w wielu rozwiązaniach. Wiec…
Gadu-gadu jest tylko i wyłącznie „najlepsze” bo jest najpopularniejsze w Polsce. Jeśli programiści nie wezmą się ostro do roboty to podejrzewam że szybko stracą ten atut.















Najnowsze komentarze