Chrome OS – zabawka od Google
Google postanowiło stworzyć własny system operacyjny. Więcej technicznych detali możecie znaleźć tutaj, ja się skupię raczej na wrażeniach z krótkiego testowania tego dziwnego tworu.
W teorii miało być pięknie – wywalamy wszystkie programy, zostawiając tylko przeglądarkę. Pełni ona funkcje środowiska uruchomieniowego dla aplikacji webowych, jak i menadżera okien (zakładek). Dodajmy do tego uruchomienie systemu w trybie tylko do odczytu i mamy coś dziwnego…
Mianowicie kiedy mamy dostęp do sieci, to wszytko działa ładnie i pięknie. Picassa przechowuje nasze zdjęcia, Gmail maile, a Google Docs dokumenty + masa możliwości wynikających z faktu dostępu do internetu.
Ale co się dzieje, gdy na skutek awarii, oszczędności czy po prostu braku sygnału będziemy offline? Na przykład podczas długiej podróży pociągiem? Żadnego filmu nie obejrzymy, nie poczytamy sobie ebooka oraz nie posłuchamy muzyki, bo nie będziemy mieli lokalnego dostępu do ani jednego pliku! Ot i cały problem.
No ale w przyszłości internet będzie takim samym dobrem jak woda czy prąd, więc teraz skupmy się na wygodzie obsługi. System jest bardzo prosty pod tym względem – jedno spojrzenie i już wiem, co gdzie jest i jak działa. Problem przyszedł, gdy postanowiłem “komputer” wyłączyć… Jak? Nie ma żadnego przycisku w systemie który odpowiada za tą funkcje. Oczywiście na netbooku będzie fizyczny przycisk wyłączania, lecz ja musiałem niestety wyłączyć go z buta że tak powiem… Przełączanie okien, menadżer – wszystko działa prawie idealnie, panowie od Googla zrobili duży postęp. Przydałaby się jakaś przeglądarka plików, bo czasem naprawdę będzie trzeba coś zapisać na dysk twardy. Pierwsze wrażenie oczywiście pozytywne.
Poniżej przedstawiam parę zrzutów ekranu z tego ciekawego systemu.